Makijaż

Historia makijażu

Historia ludzkości to również historia mody. Człowiekowi bardzo szybko przestały wystarczać ubiory o charakterze wyłącznie utylitarnym, ozdoby – amulety czy rytualny makijaż. Wraz z pojawieniem się architektury, rzeźby, rozwojem malarstwa, przyozdabianie ciała, w tym makijaż, zaczęło podlegać prawom kształtującym sztukę i wyrażać upodobania estetyczne swojej epoki.

Dziś nikt nie jest w stanie określić, kiedy człowiek po raz pierwszy świadomie przyozdobił swoje ciało. Było to jednak na samym początku jego historii.  

W każdym kręgu kulturowym, w każdej epoce różne są wyobrażenia o ideale piękna.

 

Kryteria piękności zmieniają się z biegiem historii, ewoluuje również sposób jej podkreślania – coraz to inne elementy wysuwane są na plan pierwszy. W każdej epoce można znaleźć charakterystyczny dla niej typ urody kobiecej, umiejętnie podkreślony odpowiednim uczesaniem, strojem oraz makijażem.

Egipt  

 

Królowa Nefretete, małżonka Echnatona (malowane popiersie wapienne z Amarny ok. 1350 r.)

 

 

 

 

Przed 3500 laty w Egipcie za ideał piękna uchodziła królowa Nefretete, żona Echnatona, władcy z XVIII dynastii. Jej słynne popiersie, które przetrwało do naszych czasów, dostarcza nam wielu cennych informacji na temat obowiązującego ówcześnie makijażu. Twarz Nefretete pomalowana jest w jasnej tonacji, na tle której zdecydowanie odcinają się oczy – podkreślone ciemną kredką, nadającą im kształt migdałów. Brwi władczyni są wygolone i narysowane ołówkiem z czarnego węgla. Usta pomalowane są na jaskrawy czerwony kolor, z dokładnie obwiedzionym konturem.

Jak widać, Egipcjanie szczególną wagę przywiązywali do makijażu oczu. W ten sposób oddawali cześć swojemu najwyższemu bóstwu, bogowi słońca Ra, którego symbolem było właśnie oko. Brzeg górnych i dolnych powiek Egipcjanki obwodziły czarnym ołówkiem z węgla, a wypukłą część powieki malowały zieloną farbą z malachitu, czyli zielonej rudy miedzi. Rzęsy przyciemniały i usztywniały mieszaniną sadzy, oliwy i białka.

Ciekawe, że zwyczaj malowania powiek przyjęli również mężczyźni i dzieci, i to ze wszystkich warstw społecznych. Makijaż spełniał bowiem funkcję nie tylko zdobniczą, ale i higieniczną – chronił oczy przed stanami zapalnymi wywoływanymi przez kurz, słońce i owady, szczególnie dokuczliwe podczas wylewów Nilu.

Znaleziska w grobowcach faraonów potwierdzają opinię o wysokim poziomie kosmetyki zdobniczej owych czasów. Oprócz przedmiotów codziennego użytku odkryto tam barwne palety do szminek, szczypczyki depilacyjne, kremy, farby do ust i oczu, pudry oraz wiele innych przydatnych przyborów. Dzięki zachowanym do naszych czasów pamiątkom starożytnym dowiadujemy się na przykład, że Egipcjanie chętnie sięgali po hennę, którą barwili sobie brwi, rzęsy, włosy, a panowie nawet wąsy, na kolor czerwonobrunatny.

Henna używana była również do malowania paznokci. Egipcjanki pudrowały twarz jasną ochrą, a policzki barwiły liśćmi henny. Do malowania ust używały sztyftu z utwardzonego wosku, przypominającego dzisiejszą pomadkę. W papirusach odnaleziono również interesujące przepisy kosmetyczne, np. „jak ze starca zrobić młodzieńca?”, jak przyrządzić upiększające mieszanki ziołowe i wiele innych cennych porad.

 

Grecja  

 

Afrodyta, grecka bogini piękna i miłości (rzeźba grecka, II poł. V w. p.n.e.)

 

 

 

Grecy, podobnie jak Egipcjanie, wiele czasu poświęcali zabiegom higienicznym i kosmetycznym. To właśnie od greckiego słowa „kosmetikos” – oznaczającego zdobienie, strojenie – pochodzi wyraz kosmetyka. Również w Grecji po raz pierwszy wyodrębnił się zawód, którego przedstawiciele zajmowali się wyłącznie kosmetyką. Byli to wykształceni przez lekarzy i kapłanów niewolnicy, którzy odpowiedzialni byli za pielęgnowanie ciała i urody greckich obywateli.

Greczynki chętnie sięgały po róż i szminkę, pudrowały się i cieniowały powieki czarnym węglem. Nade wszystko ceniono wówczas jasną, lśniącą skórę, którą panie starały się jeszcze bardziej rozjaśnić za pomocą środków wybielających. Do najpopularniejszych kosmetyków należały maseczki kosmetyczne, które sporządzano z mleka i chleba oraz germańskie mydło z koziego tłuszczu i bukowego popiołu. Do akcesoriów toaletowych Greczynki należały: metalowe lusterko, długie szpilki i grzebień do włosów z kości słoniowej, pinceta do regulowania brwi i rzęs oraz flakoniki do perfum

Mimo dostępności podobnych środków upiększających, makijaż Greczynek był znacznie bardziej powściągliwy od wyrazistego makijażu Egipcjanek. Starożytne Greczynki miały być przede wszystkim dobrymi małżonkami i matkami, za nieprzyzwoite uważano przyciąganie wzroku mężczyzn odważniejszym makijażem. Był to natomiast przywilej kurtyzan, które grubo pokrywały twarz ołowianym pudrem, na policzki kładły farby roślinne, wargi malowały na jaskrawoczerwony kolor, a oczy zwykły mocno podkreślać czarnym węglowym ołówkiem.

 

W sztuce upiększania greczynek można się wiele dowiedzieć z „Iliady” i „Odysei” Homera.


 

Rzym

Od Greków zasady kosmetyki przejęli Rzymianie. Porady na temat, jak dbać o urodę, możemy spotkać w najwybitniejszych dziełach literackich tego okresu. I tak np. Owidiusz w „Przemianach” radzi, by na czerwone policzki stosować puder, a na blade róż, podaje też receptę na krem odmładzający złożony z jaj, grochu i miodu. W „Sztuce kochania” Owidiusza możemy przeczytać, że „piękność nie wszystkim jest dana z łaski niebios, z bogów ręki, wiele kobiet musi sztucznie potęgować swoje wdzięki, najpiękniejsza z kobiet gaśnie, jeśli zabiegów nie czyni”.

 

 

Cesarzowej Poppei Sabinie, żonie Nerona, w każdej podróży towarzyszyło pięćset oślic, w których mleku władczyni codziennie się kąpała.

 

Ciekawe, że makijaż w starożytnym Rzymie obejmował wszystkie widoczne części ciała. Ramiona malowano farbą ołowianą na biało, policzki i usta ochrą na kolor czerwony, zaś rzęsy i całe powieki sadzą lub antymonem na czarno. Rzymianki, tak jak Greczynki, nade wszystko ceniły jasną cerę, stosowały zatem najróżniejsze maseczki, które miały za zadanie jeszcze bardziej ją wybielić. Jedna z recept na wybielającą miksturę zaleca, by sproszkowane pestki daktyli wymieszać z mączką z płatków różanych, a następnie dodać drobno zmielony nawóz krokodyli...

Podstawą kosmetyki w starożytnym Rzymie była zdecydowanie higiena. Dowodem wagi, jaką przywiązywali do niej Rzymianie, są słynne łaźnie rzymskie, w których początkowo mężczyźni i kobiety kąpali się razem. Ten nacisk na higienę nie powinien nikogo dziwić – Rzymianin pod togą nie nosił ani bielizny, ani skarpetek. W łaźniach poza basenami kąpielowymi i wannami z bieżącą wodą znajdowały się bilioteki, sale masażu, gabinety kosmetyczne, zakłady fryzjerskie oraz sale gimnastyczne.

W starożytnym Rzymie zarówno panie, jak i panowie w jednakowym stopniu używali preparatów upiększających. Rzymscy generałowie przed każdą bitwą lub tryumfalnym wjazdem do Rzymu szminkowali sobie twarze.

 

Daleki Wschód

Wiadomości z dziedziny najdawniejszej wschodniej kosmetyki są bardzo skąpe, często bowiem należały do wiedzy tajemnej, pilnie strzeżonej przez kapłanów. Na przykład w starożytnej Japonii makijaż był bardzo zaawansowaną sztuką, ale o bliższe szczegóły trudno. Do naszych czasów dotarły tylko informacje, że malowanie się Japonek, szczególnie gejsz, przypominało niemal charakteryzację, a japońskie łaźnie są starsze od słynnych łaźni rzymskich o wiele stuleci.

 

 

Tradycyjny makijaż Japonek, liczący sobie setki lat, wciąż budzi zachwyt na całym świecie i znajduje wiele naśladowczyń.



 

Chińczycy wymyślili dla kobiet lakier do malowania paznokci rąk i stóp, lakier do włosów oraz tusz do rzęs. Kobiety z chińskiej arystokracji w ciągu dnia używały białego pudru na twarz, a w nocy spały z nałożonymi maseczkami. Popularna była mikstura z mąki ryżowej zmieszanej z olejkiem. Podobnie jak wiele kobiet Wschodu natłuszczały włosy olejkiem z kwiatów jaśminu i uroczynu czerwonego.

To właśnie w Chinach wynaleziono lustro ze szkła; przez setki lat kobiecie do przeglądania się musiała wystarczyć tafla wody – rzek i jezior. Natomiast zwierciadła z miedzi pojawiły się znacznie później.

 

Wieki średnie

W wiekach średnich całą Europę opanowała asceza. Kult ciała stracił rację bytu, a kosmetyka przestała się rozwijać. Wtargnęły do niej zabobon, alchemia i czarnoksięstwo. W ciągu niewielu pokoleń doszło do tego, że odsłanianie ciała – tak powszechne w starożytności – stało się wręcz hańbą, a jego pielęgnowanie uznano za oznakę próżności. Niedoskonałości urody panie retuszowały i korygowały w zaciszu swoich komnat. Dokumenty, które przetrwały do naszych czasów, na szczęście odsłaniają rąbek tajemnicy.

 

 

Panie rozpoczynały pielęgnację urody od usunięcia zbędnego owłosienia środkiem depilującym składającym się z wapna i wody, a w mocniejszej postaci z uryny i aurypigmentu.

 

Dowiadujemy się z nich, że czternastowieczna dama poprawiała swoją urodę, farbując usta i dziąsła korą z pnia lub korzenia orzechowca. W średniowiecznej Polsce popularną pomadką do ust była... krew z węża, która miała za zadanie nie tylko dodawać urody niewieście, ale i znosić niemiły zapach zębów i dziąseł. Innym popularnym sposobem na pozbycie się nieprzyjemnego zapachu z ust było wkładanie pod język listka laurowego albo odrobiny muszkatu, co kobiety robiły zarówno w ciągu dnia, jak i w nocy, zwłaszcza wtedy, kiedy planowały spędzić ją z ukochanym.

Aby uzyskać szlachetną bladość oblicza, damy używały kleiku z mąki owsianej wymieszanej z węglanem ołowiu. Dodatkowo wybielały twarz kadzidłem i mlekiem. Popularne stały się maseczki przeciwko zanieczyszczeniom skóry, które sporządzano z mączki fasolowej wymieszanej z miodem i żółcią wołu, z suszonych korzeni ogórka leśnego, lub po prostu ze zmiażdżonej rzodkwi zmieszanej z miodem. Maść odmładzającą robiono z miodu i jajek, zaś ze zmarszczkami walczono, stosując kąpiele parowe. Dłonie panie pielęgnowały suszoną gorczycą albo mielonymi migdałami. Jednak za najcenniejsze środki kosmetyczne uważano wodę z marcowego śniegu i pierwszą deszczówkę.

Dzięki zachowanym do naszych czasów pamiątkom starożytnym dowiadujemy się na przykład, że Egipcjanie chętnie sięgali po hennę, którą barwili sobie brwi, rzęsy, włosy, a panowie nawet wąsy, na kolor czerwonobrunatny. Henna używana była również do malowania paznokci. Egipcjanki pudrowały twarz jasną ochrą, a policzki barwiły liśćmi henny. Do malowania ust używały sztyftu z utwardzonego wosku, przypominającego dzisiejszą pomadkę. W papirusach odnaleziono również interesujące przepisy kosmetyczne, np. „jak ze starca zrobić młodzieńca?”, jak przyrządzić upiększające mieszanki ziołowe i wiele innych cennych porad.

 

Czasy nowożytne  

 

Kosmetyka upiększająca osiągnęła w okresie rokoko szczyt swojego rozwoju, szczególnie na dworze francuskim w okresie panowania Ludwika XIII i jego następców. Obraz przedstawia faworytę Ludwika XV – Madame de Pompadour.

 

 

W okresie odrodzenia – w związku z powrotem zachwytu nad pięknem ciała ludzkiego – wzrasta zainteresowanie sztuką upiększania. Jednocześnie zanikają podstawowe zasady higieny – ludzie popadli z jednej skrajności w drugą: uwierzyli, że woda szkodzi zdrowiu, osłabia, niszczy skórę i tworzy idealne podłoże do szerzenia się chorób zakaźnych. Zamiast codziennego mycia ciała stosowano maseczki odżywcze z pasty chlebowej z mlekiem i żelatyny, do których dodawano migdały, ziarna sosny i melonów. Jednocześnie zaczęły pojawiać się traktaty o różnorodnych metodach upiększania, często graniczących z magią.

W wieku XVII i XVIII nawrót do kultu piękna fizycznego najlepiej odzwierciedlają obyczaje panujące na dworze francuskim do czasu Wielkiej Rewolucji. W tym okresie triumfy święciło wszystko, co przeciwne naturze. Korygowano, upiększano, malowano i sznurowano co tylko się dało. Podstawowym środkiem kosmetycznym rokoko był puder. Pudrowano sobie nie tylko twarz, ale też dekolt, ramiona, dłonie, a nawet peruki. Co ciekawe, pudru używały nie tylko damy, ale również mężczyźni i dzieci. Nakładano go, by nadać licu modną bladość, ukryć oznaki starzenia się, zmarszczki oraz siwe włosy.  

 

Mocno upudrowana i umalowana twarz często sprawiała wrażenie stężałej maski.

 

 

Do pudrowania używano drobno zmielonej elastycznej mączki ryżowej albo tańszej mączki zbożowej – mocno wyperfumowanej i z dodatkiem barwników. Najbardziej popularny puder ołowiany był bardzo niebezpieczny dla zdrowia. Produkujący go robotnicy regularnie skarżyli się na bóle i zawroty głowy oraz dolegliwości trawienne. Nierozsądne używanie tego specyfiku sprawiało, że uroda ówczesnych piękności gasła przed trzydziestym rokiem życia. Panie bowiem szybko dostawały pryszczy i zaskórników, miały żółtą, zniszczoną i zwiotczałą skórę.

Dla kontrastu, do twarzy upudrowanej prawie na biało używano w nadmiarze tuszu do rzęs, ołówka do brwi i pomadki do warg. Rumieńce malowano różem na warstwie pudru. Wszystkie pryszcze, wągry i blizny po ospie damy ukrywały pod plasterkami piękności, zwanymi muszkami. Małe muszki robiono z jedwabiu, tafty i skóry. Dostępne były we wszystkich możliwych kształtach: zwierząt (żuczków, zajączków, świnek), serduszek, księżyców i gwiazdek. Znany jest przypadek księżnej Newcastle, która oblepiała twarz plasterkami upiększającymi w kształcie zaprzężonej w konie karocy. Ulubionym kolorem muszek była czerń i szkarłat.  

 

 

W tym czasie modne stało się przylepianie plasterków zwanych muszkami w celu zakrywania defektów urody.

 

 

Trzeba pamiętać, że rodzaj i sposób upiększania zależny był od przynależności do danego stanu społecznego. Przykładowo, mieszczki i kurtyzany nie mogły używać tych samych szminek co damy dworu i szlachcianki.

Niestety, tak popularne upiększanie nie szło w parze z higieną, która pozostawała w zupełnym zaniedbaniu. Co gorsza, sami lekarze i uczeni ostrzegali przed niebezpieczeństwami związanymi z używaniem wody. Uważali, że woda zabiera ciału siłę życiową, powoduje wcześniejsze wiotczenie włókien ciała i ogólnie osłabia organizm. Dlatego chętniej niż wodą myto się alkoholem, winem lub mlekiem. Na przykład poranna toaleta króla Ludwika XIV polegała na nacieraniu sobie rąk wódką. Podręczniki etykiety z tamtych czasów zalecały, by zamiast myć twarz wodą, przecierać ją każdego ranka białym lnem.

Woda miała podobno czynić twarz bardziej wrażliwą na chłód i słońce. Warstwę brudu odkładającą się stopniowo na niemytym ciele traktowano jako przydatną warstwę ochronną. Doprowadziło to do tego, że nawet bardzo wytworne damy były zawszone i w charakterze ozdoby nosiły na szyi specjalne łopatki do drapania się i młoteczki do zabijania insektów.

 

Od rewolucji francuskiej do XX wieku

Po Rewolucji Francuskiej w 1789 roku rozpoczęły się największe społeczne przemiany, jakie do tej pory przeżyła Europa. Wszystko, co ceniła klasa panująca, czyli arystokracja, popadło w niełaskę. Zniknęły peruki, gorsety i sznurowane staniki, olbrzymie krynoliny i buty na obcasie. Róż, puder, szminki i pomada, bez których jeszcze niedawno nie mogła się obyć żadna dama, zaczęły uchodzić za wulgarne, a w niektórych krajach nawet za nielegalne. Uchwały parlamentu angielskiego i edykty cesarskie w Austrii wprowadziły zakaz używania szminek. Plasterki piękności, mające ukryć blizny po ospie, wraz z postępem medycyny straciły rację bytu. Pod koniec XVIII wieku powoli udało się opanować dżumę i syfilis.

 

 

Kobieta wieku XIX to przede wszystkim dobra pani domu, kochająca żona i troskliwa matka. Kokieteria „czasów elegancji” minęła bezpowrotnie.

Kobieta pierwszej połowy XIX w. stosowała makijaż, by dodać swojej twarzy świeżości i zdrowego wyglądu.

 

 

Kobieta pierwszej połowy XIX wieku była naturalna i skromna. Jeśli w ogóle się malowała, to dodawała sobie jedynie świeżości i zdrowego wyglądu odrobiną różu na policzkach i lekkim przypudrowaniem noska. Szminki były używane tylko przez kurtyzany. Bardzo ważnym elementem kobiecej urody stał się dekolt, który poddawano rozmaitym zabiegom kosmetycznym, ponieważ świeżość skóry w tym miejscu była równie ważna jak ładna cera. Pudrowano go i przyciemniano oraz podkreślano żyłki, pociągając je leciutko niebieskim barwnikiem, aby skóra wyglądała na jeszcze bardziej delikatną. Damy malowały paznokcie, i to w fantazyjne monogramy, miniaturowe krajobrazy i popiersia. Służyły do tego specjalne farby, które nie zmywały się przy myciu dłoni.

Jako że kupowanie gotowych kosmetyków było dość ryzykowne – nigdy bowiem nie można było mieć pewności co do ich składu – popularne stały się domowe sposoby poprawiania urody. Do zaróżowienia policzków panie sięgały po buraka, sok truskawkowy, karmin i koszenilę, które można było znaleźć w każdej kuchni. Gotowy róż w kremie kupowano w postaci zawiniętych w jedwab lub gazę małych kuleczek, na patyczku z kości słoniowej lub drewna. Zanurzało się je w wodzie bądź alkoholu i rozprowadzało na twarzy. Inne „domowe” receptury wymagały użycia takich substancji, jak alkohol, rtęć, gliceryna, boraks i środki wybielające.

Również w XIX wieku zaczęto dążyć do zbliżenia sztuki kosmetycznej do zasad racjonalnej higieny. W połowie wieku w wielu francuskich domach zainstalowano pierwsze wanny, a w Anglii rozpoczęto na wielką skalę produkcję mydła, które, jak dotąd, dostępne było tylko dla zamożnych dam. Kąpiel uważano za czynność wstydliwą, dlatego też poddawano się jej w samotności. Obyczajowość tamtych czasów nakazywała nawet, aby damy rozsypywały na wodzie drewniane wióry, unikając w ten sposób pokusy oglądania swojego ciała. Jednak mimo tych przełomowych zmian, stan higieny wciąż pozostawiał wiele do życzenia.

Historia makijażu